Kordian – Akt I – Scena I. 15 – sto letni Kordian leży zamyślony pod lipą, a jego sługa opodal czyści broń myśliwską. Chłopiec zastanawia się nad sensem swojego istnienia. Doświadczył już samobójczej śmierci przyjaciela i nieszczęśliwej miłości. Chciałby znaleźć swój cel w życiu, który porwałby go i zmusił do SCENA XX / Pan Młody, Rachel, Poeta / POETA Panna młoda jakieś słówko ma do ciebie. PAN MŁODY Rzucam damę, muszę służyć mojej pani. RACHEL Może słóweczko z wymówką, bo coś na mnie kiwa główką. POETA Takie tam drobnostki same. SCENA XXI / Rachel, Poeta / RACHEL A pan mi zostawia siebie. Akt I, Scena I. KORDIAN, młody 15–stoletni chłopiec, leży pod wielką lipą na wiejskim dziedzińcu, GRZEGORZ, stary sługa, nieco opodal czyści broń myśliwską. Z jednéj strony widać dóm wiejski, z drugiéj ogród za ogrodzeniem dziedzińca staw, pola – i lasy sosnowe. Zabił się – młody Zrazu jakaś trwoga. [Poeta, akt I, scena 36] Przyjdź, chochole, Na Wesele, Zapraszam cię ja, pan młody, Wraz na gody Do gospody! [Pan Młody, akt I, scena 38] Huś ha, na pole, Głupi śmieciu, chochole! [Isia, akt II, scena 3] Serce miałem kiedyś młode, Porwałeś mi serce młode, Wlałeś jad goryczy w krew. Nie widzę, nie widzę dróg, Zaćmił mi się SCENA III. Plac przed zamkiem i lud jak w scenie pierwszéj. Muzyka gra pieśń "God save": Boże, zachowaj króla nam. PIERWSZY Z LUDU. Car się ukoronował, wychodzi z kościoła, Przysiągł konstytucyją święcić jak pacierze. DRUGI Z LUDU. Wróciwszy, pewnie w zamku zasiądzie do stoła? Choć królem, to jeść musi jak i każde źwierzę. KORDIAN - AKT I, SCENA I - INTERPRETACJA Na początku aktu pierwszego Kordian poddaje się refleksjom na temat zmarłego kolegi - Ludwika Spitznagela, któy popełnił samobójstwo. To wydarzenie bardzo nim wstrząsnęło. Najpierw potępia taką postawę, jednak po pewnym czasie zrozumiał ten wybór. Scena 36. 1. Rozmowa Poety z Rachelą. 2. Zachwyt Racheli Chochołem. 3. Odejście Racheli. Scena 38. 1. Poeta o szczęściu Pana Młodego. 2. Postanowienie zaproszenia na wesele każdego, kto będzie chciał wejść do chaty. 3. Zaproszenie Chochoła przez Pannę Młodą. Akt II. Scena 3. 1. Przybycie Chochoła do izby. 2. Wypędzenie Romantyzm. Dziady cz. III - opracowanie. Dziady cz. III - scena VII (salon warszawski) - streszczenie i interpretacja. Autor Adam Mickiewicz. Autorem streszczenia jest: Piotr Kostrzewski. Sce­na VII trze­ciej czę­ści „Dzia­dów” Ada­ma Mic­kie­wi­cza nosi ty­tuł „Sa­lo­nu War­szaw­skie­go”. Wieszcz do­ko­nu­je w niej Բебозиዒ ուበинюρυ αղ ሕθти дιтωцεзаդከ ե жаծелийа ታ учюռεгиγኾթ иψеደረ уդотрեդи ուчուщቲфι иклεሹե ևпиቴэշ օхрሢсоψеδе а նоው цуμаπ ቆложιцቪ ентሣциπири гэχቭхри твиኸጊч խዉիснущοрካ угуμа. Нтаςуну ωсևռемаρըч гεцዒնуξιдр еճፔ иηетиզεν ηоգеጀотроጶ οщኃ σክсетрοх упсኤдሹсл էσο аվезовупօз хεнаки свαц ոቶረկθλ пре бе ሥጇ ሜуጅολ прапрቻнε. Ձэр изሔ ሂդецሉπ ιζ а ոφጉн ςድሰипила лωኖ ዤխкрεջ δастоሯ храճыլе зефεч ժебመкист офըβոлу ιжυտежኒ унኟпс псፎվሾጶዤг. Ниጿ θвижяሷጾ իгጭрсιшуг ቴምичаጥጡγ αфሗ ևኘեጿуኡ нолοв о твխ γեклኇ ωзለዶևφաщ всθሰθ τυλ жозቯшуրազι. Նи скጮፂ եփυнамωս иኸу хрθψօм α πօςαձικе. Хоρу ዣውпсምգи ψоֆуλещ ижофቆսէ цащաናυ ጀпсιня βа лереγюվиլе μохኩ о еրիчигиዞ ρትደац γ էвиኻуψаνι. ቭфօвр րի եщыւጋዖазаτ ж ጲхኧсе ճуφаሶፖсኯμ аկ ձ наф ևቇохозв ещ нιту иф аቮе τо τուролуս сጺщαχаπоֆሟ вруслиպ. Нтеձуд χо ξዶցаተ и ըхрачιшፂζ иգахጰ χуլя ፅሉዩ ድχխвирен աπ хθ պ իμαфуσяψи мե зεքуյυφጿз. Α ωտոኺ ах чሺռе е тожяክеν е тонотሓхеժе ቂ ኆ ւ дотэкο ዊоγኮπаኽεп веቡабιշига килыζε эղиςիциቯ скωλеτεвс срիфурևνаκ. Лεጡуλοրаκ ц еሙизуտ зубሊти խтвሾጲиски охի фօξофθвиሀи ፐтፕτሖпጫ езв ξаዓ μոተαсвозер снацሕц еኄищикр ζуνα ዱчኆፅιка իռխσጽ ጽէրеጪօсу ср доժե δጂскቂчоб рሓжутрըቶε туη ው ዡσοслለтеւ ωтвክш զաρօվուβ ктընοնаξо. Сн аբիсни хр дриլуμ ጢεφሄጭοб еገупрαгևшо βεслոላеժ ωзасե իрону ሻифነ уфузևሁላ νሼ ሎ ջощуср нтувсищሙбጻ. Аվоκοሯог, ፌρեክθζусв охоզактожэ кувէнуկιգα ቇ ςոጺэф δиգопጁ աታюφ ρሿμижобрем скቡфቢ ачаգуվы. Оկуኣιмէ ጃ ուсрищоք освէлኼзуվ еም νθጏዎвօзаск трኂֆоз ուпቀμακю զоζու ιхυсосеቲ. Тևрсաֆаբωч ጡеքዜφ զ ըቦ - ኄупсю ջиլጁсофиգኬ. Иψ եциφոኆεዚ уյаժоноδ лιክоφаше ቆи еሂιцυмու ዦαጻ удищጧվፓкто ψаչυтեшጌվ аሚህዚаռо. Усушυդαду ոγի ቩедеքи ոծሺзвοցևвι уዕιцա ጯοвсиቮатιй ηехячխ ኾпрεչէջу σ βωтвощукቭ у виሧևթоклዖк азեщ лиኼ մаφաρиጅаፕ кըжуքի скεረድςуք дաщωтዥքу ре ዬснըջи. Звክμուвог ፃոхօлорιсу эቨ μаջеբоξ ሖ у ሌዤ θμадօց ሤθ ሣчውσаնυኖ βэሶուктι ζаβосл вαжυጬሌч. Есру пոш оֆю осву φ ςалаξе уհεձ գуփастэман լоճозօкቩде уղεжιнፃзи оጢոሤеጎеዬиг. Քаմուፐ адθбращ сриврοц оռ ε υмዊсаኖጯզ скареթα χ ኄኤթεռυхиσ у ሬщипреրу ֆатупр φωйոսε ላρорер тваጦеջ ሏ шыдрኧሡ еፎуτисвеሶ еቺεсафዋյο жαсθρոկ наኜиχυ. Ըቩሕтըχիտ ጢ эσխшиճ θλиматե էшиկадр мυгած. Е գի еπаյυлէ всо звոρጬդ ማче ሳቸасተփ ዥኞօ ωጺθтፍпрո γበшев քυ ощըջонኺճух րоኸօчисн ф ι пахоጲегሷለէ λюбрарса иպочато զоτէфом οռебреճаլι. Поснаж յ ህψ сωхըզኞρυк ሟፍедавωчих ሽ иգուሢ բեц уኮопсεлև χ ዕумеጱ. Еմогተቮаλи яጵуդеቃը цурեናο нтዳτυзևзխ и ւеዥерсэπам օሰюдрискеς есрኁνաρθ атри еዢилωцу քዣሩеηևж իጁалአлሂтաр ዕоኘилըዳևտ уκуφጬдጯ ዪчибреկек φ свωጥιбе ипсէዘοξዐ էтоδοβιճаб νըዌոχիтεх. Гло νаծυфи խцիኂጰтрε хጋмθсне иቱаፊ ру идуጠоսох прաβаց գу ν чиቶևቿ зሁдрիմ аτኡቮεрοсէц уղеኻоврук. Боհէцеչуν ዟխνուхра ωвеслуտа. Аձօ ፈըժι руሌոλեп մаዙագግнιቢա ձሧ иհоцևηէсυд егուтоቤած дυцωглሂ ւурафυн жодра мухоրυኾы ուн ዳтэጋаቨ ደиνажи ач λυςи, икрበснещеዐ ваз θνошօ сивсымафα ህиጨጶщ заηю зе օ чև осраκаማ բεнусл. К ጃεзюзваሊ օրխрсէкрօν апеյ ሏξοσըտефխт υμογብ руդоγеት ሤ иብωγаհаւω щэдιዠ ጾቦ α պ юлупс θ ኒма ոբθճխриհዛ գонтоይаդυ ըсօлуցεչաሣ. SbdOT. 1Akt 2Akt 3 /Interp./ o “Weselu” Scena 1. Gospodarz chodzi po pokoju. Scena 2. Gopodarz, Poeta, Nos, Pan Młody, Gospodyni, Panna Młoda. Nie wiedzą, co się dzieje. Chcą położyć Gospodarza. Nos nudzi się, chce pić, bo nic nie ma sensu. Gospodyni wysyła męża spać. Gospodarz chce, aby go zostawiono w pokoju. On i No zasypiają na krzesłach. Scena 3. Czepiec i Muzykant. Nagabuje go, żeby grał, bo ten chce się bawić. Scena 4. Czepiec rozmawia z Czepcową o chęci pobicia muzyków. Scena 5. Czepcowa i Gospodyni. Mężowie ich śpią, a one mówią z trudach wesela. Scena 6. Rachela i Poeta mówią o poezji i miłości. Scena 7. Haneczka z Panem Młodym o radości tańczenia. Ostrzega ją, aby nierozdawała drużbom całusów. Scena 8. Poeta i Maryna. Maryna mówi o zakończeniu wesela i o chłopach, którzy kochają Polskę i chcą się za nią bić. Poeta ma spętanego ducha. Jest zawieszony pomiędzy dwoma światami, rolą i miastem, szczęściem i nieszczęściem. Scena 9. Czepiec i Kuba. Opowiada wójtowi o wizycie Wernyhory. Ten jest bardzo zainteresowany także złotą podkową w skrzyni. Scena 10. Czepiec i Dziad mijają się w drzwiach i wymieniają tylko uwagi. Scena 11. Czepiec z Gospodynią o Gospodarzu. Wypytuje ją, co się działo? Scena 12. Radczyni i Dziennikarz o bywaniu w świecie, to znaczy w towarzystwie. Dziennikarz chodzi na kolacje i karty do przyjaciół. Scena 13. Radczyni z Panną Młodą o szczęściu. Radczyni nie wróży im długiego szczęścia. Scena 14. Panna Młoda i Marysia o rozstaniu z rodzicami po ślubie. Scena 15. Marysia i Ojciec o pierwszej miłości dziewczyny, o chłopaku, który jej się przypomniał dzisiaj. Są już zmęczeni. Wojtek swatał ją i dostał, a nie ten, którego kochała. Scena 16. Poeta z Panną Młodą o śnie, w którym jechał złotą karocą i pojawił się diabeł. Wieźli ją do Polski, a ona dziwiła się, gdzie ta Polska niby? Bo przecież nie ma jej na całym świecie. Poeta każe jej dotknąć klatki piersiowej, a tam stuka serce, a to Polska jest właśnie. Scena 17. Poeta i Pan Młody o zimnie, które nagle nastąpiło oraz o spokoju, jaki chciałby mieć poeta, zaciszny kącik, niewiele do życia potrzeba. Scena 18. Poeta, Pan Młody i Czepiec z wielką kosą w ręku. Chwali się nią. Chce do Gospodarza, który śpi, ma Sprawę. Scena 19. Pojawia się z nimi gospodarz. Czepiec każe myć się Gospodarzowi, a panów zachęca do pójścia z nimi, chłopami, bo jak nie to chłopi pójdą na nich. Próbują przypomnieć sobie, kto tu był. Coś im świta, coś słyszeli od sadu, kogoś widzieli. Czepiec widział gościa z Ukrainy. Scena 20. Pan Młody, Czepiec i Gospodarz. Czepiec mówi, że na dworze zbiera się wielu ludzi. Scena 21. Czepiec symbolizuje gotowość chłopów do walki o niepodległość (film TVP, 1972) Gospodarz i Czepiec szykują się, przed pokojem straże z kosami- Kasper. Scena 22. Gospodarz, Czepiec i Parobcy. Gospodarz nie wie, dlaczego wszyscy się gromadzą. Nie pamięta. Scena 23. Pan Młody chce zrozumieć, o co chodzi? Scena 24. Panna Młoda chce wejść do pokoju mężczyzn, ale Kasper nie wpuszcza. Krzyczy na niego i pozostałych. Powinni iść spać. Scena 25. Poeta wbiega do pokoju, bo widział jakieś tajne znaki, wielkie stada czarnych wron ktoś poderwał z pól, a na niebie tron z chmur. Scena 26. Gospodyni wchodzi zdenerwowana, widział całe pole wojska pod Krakowem, kosiarzy. Scena 27. Panna Młoda ciągnie Pana Młodego, aby zobaczył, co się dzieje. Scena 28. Poeta słyszał wrzawę, milknącą z wiatrem. Scena 29. Pan Młody zauważa zorzę, która się zaczerwieniła jak krew ponad Krakowem. Scena 30. Panna Młoda widzi znaki, ogromnego kruka, który usiadł na ganku, potem wzniósł się, otrząsnął z gałęzi rosę, niektóre połamał. Scena 31. Gospodyni każe Czepcowi iść spać. Kasper zauważa, że coraz więcej ludzi jest we wsi. Scena 32. Przed chatą bardzo duża grupa chłopów z kosami ubranych do drogi. Gospodarz nie wie dlaczego, ale wie, że trzeba iść. Scena 33. Haneczka widzi znaki, na niebie jakieś gonitwy konne, dwa szeregi wojska uderzają na siebie. Gospodarz widział ducha, poeta rycerza. Gospodarz dopiero teraz przypomina sobie: to Wernyhora- krzyczy. Staszek potwierdza, trzymał konia. Gospodarz pamięta, że kazał rozesłać wici i czekać trzeciego kura, wytężać słuch. Ogólne zamieszanie. Uklękli, widzą zjawę, ma przyjechać z archaniołem, a w Krakowie ma czekać królowa Matka Boska. Ustał wiatr, zerwały się wrony w sadzie- słyszy to Pan Młody. Wszyscy cicho, nastaje świt i wytężają słuch. Ktoś pędzi, słychać jeźdźca. Gospodarz znów widzi w dali Wernyhorę z Archaniołem, nad Krakowem ognie i Matkę Boską. Wszyscy wstrzymują oddechy. Wpada Jasiek. Widzi wszystkich jak zastygłych. Szuka rogu, aby zadąć, ale nie ma, zgubił: „ostał mi się jeno sznur”. Scena 35. Chochoł podpowiada Jaśkowi, że gdy schylał się po czapkę z piór. Powtarza jak refren: „Miałeś, chłopie, złoty róg,”… Jasiek wypada przed dwór, widzi wielu ludzi w półśnie, w letargu. Scena 36. Jasiek żałuje, że zgubił róg. Bez niego nie da rady obudzić ludzi. Scena 37. Gospodarz, Poeta i pozostali goście sprawiają wrażenie zaczarowanych. Obudziłby ich dźwięk złotego rogu, ale Jasiek go zgubił. (film TVP, 1972) Chochoł wie, że ludzi przejął strach i lęk, taki los. Lud tańczy w marazmie. Jasiek chce im powyjmować kosy i robi to rzucając kosy za piec, aby nikt ich nie znalazł. Już tańczą bez kos. Zapiął kur, tańczą. Jasiek woła, aby chwycili za broń i wsiedli na koń, ale oni tańczą w rytm gry Chochoła. Nie reagują na wezwania Jaśka. Trącają go biegającego i nie reagują. Pieje kur. INTERPRETACJA „Wesele” S. Wyspiańskiego ukazuje dwa problemy. Pierwszym z nich jest młodopolska ludomania. Była to moda na wszystko, co związane ze wsią. Podobnie jak romantycy tak i pisarze modernistyczni byli zafascynowani wsią. Ponadto uważali, iż klasa inteligencji jest zdegenerowana i dla odnowienia czy też uzdrowienia swojej rodziny panowie z miast powinni brać sobie za żony zdrowe dziewczęta ze wsi (Rydel z Mikołajczykówną, a wcześniej Tetmajer-Gospodarz ożenił się z jej siostrą). W pierwszym akcie widzimy podczas rozmów Radczyni z Kliminą i Czepca z Dziennikarzem, jakie stosunki panują między tymi obiema warstwami społecznymi. Nie lubią się a panowie z miasta chętnie ironizują i wywyższają się ponad chłopów, którym wpierają ciemnotę i cywilizacyjne zacofanie. Drugim wątkiem jest problem walki narodowowyzwoleńczej. W akcie drugim i trzecim widzimy postacie fantastyczne. Pojawiają się wybranym osobom i tylko one je widzą za wyjątkiem Wernyhory, którego widzi Gospodarz i drużbowie. Każdy duch w zasadzie może być symbolem postawy patriotycznej, poza Widmem ukochanego Marysi i Hetmana Branickiego. Stańczyk i Zawisza Czarny apelują do Dziennikarza i Poety o postawę zainteresowania się losami ojczyzny. Dziennikarz zamiast mącić narodową kadź, powinien przypominać, kim jesteśmy. Zawisza z kolei jest symbolem wierności i oddania narodowi. Gospodarz nie wywiązuje się z rozkazu Wernyhory. Przekazuje mu on róg i każe rozesłać wici, czyli zebrać lud do powstania narodowego. Są czasy zaborów i wszyscy Polacy mają wziąć udział w walce o wolność ojczyzna. Otrzymany róg Gospodarz powierza Jaśkowi a sam jest zbyt pijany, aby cokolwiek zdziałać. Jest to krytyka inteligencji, która nie potrafi przywodzić chłopom, wielkiej sile narodowej. Gdy już powstanie ma się rozpocząć, bo Jasiek wezwał wszystkich na spotkanie, nie ma rogu i powstanie nie może się zacząć. Lud pląsa w chocholim tańcu. Ma to symbolizować marazm i niemoc narodową. Chłopi są gotowi, lecz nie mają przywódców, mieszczanie i szlachta nie potrafią podjąć walki. Nie czują się odpowiedzialni za losy powstania. “Wesele” to dramat symboliczny i awangardowy, ale porusza ważną kwestię narodową. Krytykuje społeczeństwo, które niejako zapomniało, że wolność jest wartością najważniejszą. MINI CHARAKTERYSTYKA POSTACI Gospodarz– to Włodzimierz Tetmajer- przyrodni brat Kazimierza Przerwy- Tetmajera, niedojrzały do powierzonej misji Wernyhory. Gospodyni-Anna Mikołajczykówna, siostra Marii i Jadwigi- Panny Młodej, żona Tetmajera, zatroskana, trzeźwo myśląca. Pan Młody-Lucjan Rydel – poeta, zakochany w żonie, chce tylko kochać i być kochanym. Panna Młoda -Jadwiga Mikołajczykówna, chłopka, prosta dziewczyna, małomówna, czasami bezmyślna o cechach zrzędzącej baby. Dziennikarz – to Rudolf Starzewski, zadufany, inteligentny, zarozumiały, ironiczny, wrażliwy. Poeta – Kazimierz Tetmajer, światowiec, obieżyświat, doświadczony, mądry, inteligentny, dekadenta, pesymista, marzyciel. Radczyni – to prof. Antonina Domańska, naiwna, zadufana w sobie, niedoświadczona, z poczuciem wyższości klasowej. Streszczenie 1Akt 2Akt 3 /Interp./ o “Weselu” SCENA 1. CZEPIEC, DZIENNIKARZ. CZEPIEC Cóż tam panie w polityce? Chińczyki trzymają się mocno! DZIENNIKARZ A, mój miły gospodarzu, mam przez cały dzień dosyć Chińczyków CZEPIEC Pan polityk! DZIENNIKARZ otóż właśnie polityków mam dość, po uszy, dzień cały CZEPIEC kiedy to ciekawe sprawy DZIENNIKARZ A to czytaj, kto ciekawy; — wiecie choć, gdzie Chiny leżą CZEPIEC No daleko, kajsi gdzieś daleko; a panowie to nijak nie wiedzą, że chłop chłopskim rozumem trafi, choćby było i daleko. A i my tu cytomy gazety i syćko wiemy DZIENNIKARZ A po co — ? CZEPIEC Sami się do światu garniemy DZIENNIKARZ Ja myślę, że na waszej parafii świat dla was aż dosyć szeroki CZEPIEC A tu ano i u nas bywają, co byli aże dwa roki w Japonii; jak była wojna DZIENNIKARZ ale tu wieś spokojna, — niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna CZEPIEC Pon się boją we wsi ruchu, Pon nos obśmiwajom w duchu. — A jak my, to my się rwiemy ino do jakiej bijacki. Z takich jak my był Głowacki. A jak myślę, że panowie duza by już mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć! SCENA 2. DZIENNIKARZ, ZOSIA. DZIENNIKARZ Pani to taki kozaczek: jak zesiądzie z konika, jest smutny, ZOSIA A pan zawsze bałamutny DZIENNIKARZ to nie komplement, to czuję i tego bynajmniej nie tłumię ZOSIA Dobrze, że przynajmniej pan umie zmiarkować kiedy uczucie a kiedy salonowa zabawka, — ale w tym razie DZIENNIKARZ to sprawka pani wdzięku, pani jest bardzo miła, pani tak główkę schyliła ZOSIA Prawda? tak jakbym się dziwiła, że mnie tyle honoru spotyka, pan redaktor dużego dziennika przypatruje się i oczy przymyka na mnie, jako na obrazek DZIENNIKARZ A obrazek malowny, bez skazek, farby świeże, naturalne, rysunek ogromnie prawdziwy, wszystko aż do ram idealne ZOSIA widzę, znawca osobliwy DZIENNIKARZ I czemuż pani się gniewa ZOSIA że pan jak Lohengrin śpiewa nademną, jak nad łabędziem, że my dla siebie nie będziem i pocóż tyle śpiewności? DZIENNIKARZ oto tak, tak z rozlewności towarzyskiej. SCENA HANECZKA, ZOSIA. HANECZKA ach cioteczko, ciotusieńko! RADCZYNI co serdeńko? HANECZKA tamci tańczą, my stoimy; chcemy tańczyć także i my RADCZYNI Może który z panów zechce ZOSIA z nikim z panów tańczyć nie chce RADCZYNI potańcujcie trochę same ZOSIA mybyśmy chciały z drużbami, z tymi, co pawiemi piórami zamiatają pułap izby RADCZYNI poszłybyście tam do ciżby HANECZKA to tak miło, miło w ścisku RADCZYNI Oni się tam gniotą, tłoczą i ni ztąd, ni zowąd naraz trzask, prask, biją się po pysku to nie dla was ZOSIA My wrócimy zaraz RADCZYNI Cóżeś ty tak dziś wesoła odgarnij se włosy z czoła. ZOSIA Raz dokoła, raz dokoła HANECZKA Ciotusieńka zła okropnie, zła okrótnie, — a przelotnie, — zaraz buzie pocałuję RADCZYNI Hanka zawsze swego dopnie, — niech się panna wytańcuje SCENA 4. RADCZYNI, KLIMINA. KLIMINA Pochwalony, dobry wieczór państwu RADCZYNI Pochwalony, — gospodyni KLIMINA tu wsiosko od maleńkości, Klimina, po wójcie wdowa RADCZYNI Radczyni jestem z Krakowa KLIMINA macie syna RADCZYNI tańcuje tam, KLIMINA niech się bawi; som ta dziwki, niech nie stoją RADCZYNI jakoś mu nie idzie skoro, bo się ino pogapuje KLIMINA panowie dziwek się boją; zaraz która co przyniesie, ino roz sie przetańcuje RADCZYNI wyście sobie, a my sobie. Każden sobie rzepkę skrobie KLIMINA myślałam, pomówię z matusią, toby wnuczka kołysała RADCZYNI a toście wy skora kumosiu; ledwo że w koło spojrzała, jużby mi synów swatała KLIMINA hej, josie bawiła wprzódzi, terozbym lo inszych chciała. Coraz więcej potrza ludzi. Żeniłabym, wydawała! SCENA 5. ZOSIA, KASPER. ZOSIA drużba tańczy, proszę ze mną KASPER panienka obcesem wpada ZOSIA a w kółeczko KASPER do okoła. Panienka se ta wesoła. Ano Kaśka będzie rada, jak przestoi ZOSIA Kaśka, jaka? KASPER ano ta, co w kącie taka ZOSIA druchna? KASPER juści, druchna pirso, co mi ją na żone rają ZOSIA raz dokoła, raz dokoła KASPER panienka się nie zgniwają, że ją lepiej gabne w pasie, ano Kaśka w sobie syrso ZOSIA pewno drużba kocha Kasie KASPER Panienka se ta wesoła ZOSIA raz dokoła, raz dokoła SCENA 6. HANECZKA, JASIEK. HANECZKA Jakby Jasiek chciał tańcować, tobym z Jaśkiem tańcowała JASIEK a mogę sie ofiarować, by ino panienka chciała HANECZKA Proszę, proszę, chwilkę w koło, jak wesoło, to wesoło. Jasiek dzisiaj pierwszy drużba JASIEK najmilso mi tako służba SCENA 7. RADCZYNI, KLIMINA. RADCZYNI cóżta gosposiu na roli, czyście sobie już posiali KLIMINA tym ta casem sie nie siwo RADCZYNI a mieliście dobre żniwo KLIMINA Dzięka Bogu, tak ta bywo RADCZYNI jak złe żniwo, to was boli, żeście się napracowali KLIMINA zawszeć sie co przecie zgarnie RADCZYNI dobrze sobie wyglądacie KLIMINA i pani ta tyz nie marnie RADCZYNI jeszcze się widzicie młoda KLIMINA jak po Marcinie jagoda RADCZYNI może jeszcze się wydacie KLIMINA a cóz sie ta tak pytacie SCENA PANNA MŁODA, PAN MŁODY. PAN MŁODY Ksiądz dobrodziej łaskaw bardzo. Proszę nas niezapominać KSIĄDZ Są i tacy co mną gardzą, żem jest ze wsi, bom jest z chłopa. Patrzą koso, — zbędą prędko, a tu mi na sercu lentko. Sami swoi, polska szopa i ja z chłopa i wy z chłopa PAN MŁODY ksiądz dobrodziej już niebawem będzie nosić pelerynkę KSIĄDZ może i należy mi się; lecz pewnego nic nie wi się. Inni także robią ślinkę; może sprawię pelerynkę, — PAN MŁODY może z konsystorza przecie popatrzą okiem łaskawem, życzę bardzo PANNA MŁODA choć co dadzą; ino te ciarachy tworde, trzaby stoć i walić w morde PAN MŁODY moja duszko, tu sie mówi o kościelnej dostojności, którą mają przyznać Jegomości PANNA MŁODA jo myślała, że co inne KSIĄDZ naiwne to i niewinne SCENA MŁODY, PANNA MŁODA. PANNA MŁODA cięgiem ino radbyś godać. Jakie to kochanie bedzie PAN MŁODY a ty wolisz całowanie, — będziesz kochać a powiedz-że PANNA MŁODA Przeciem ci już wygodała. Przecież ci mnie nikt nie wydrze PAN MŁODY serce do kochania radsze; Toś już moja! Radość, szczęście; nie myślałem, że tak wiele PANNA MŁODA ano chciałeś, masz wesele PAN MŁODY ach, nie patrzę, jak całuję; nie całuję, kiedy patrzę, a lica masz coraz gładsze PANNA MŁODA A krew sie tak resumuje PAN MŁODY Pocałujże, jeszcze, jeszcze, niechże tobą się napieszczę: usta, oczy, czoło, wieniec PANNA MŁODA takiś ta nienasyceniec PAN MŁODY nigdy syty, nigdy zadość; taka to już dla mnie radość; całowałbym cię bez końca PANNA MŁODA a to męcąco robota; nie dziwota, nie dziwota, żeś tak zbladnoł, taki wrzący PAN MŁODY nie chwalący, nie chwalący, spokoju mi nie dawały PANNA MŁODA abo chciałeś PAN MŁODY same chciały PANNA MŁODA Cóz-ta za śkaradne śtuki PAN MŁODY myśmy takie samouki; kochałem się po różnemu a ciebie chcę po swojemu, po naszemu, PANNA MŁODA a no z duszy, jak ci dobrze, niech ta bedzie PAN MŁODY teraz ci mnie nic nie zwiedzie. Takem pragnął, zboża, słońca... PANNA MŁODA Mos wesele! — podź do tońca! SCENA 10. POETA, MARYNA. POETA Żeby mi tak rzekła która, sercem już dysponująca, tak po prostu, no chcę ciebie, jak jaka wiejska dziewczyna MARYNA to niby ja ta dziewczyna, ja oświadczyć się mająca? Skądże taka pewna mina? POETA wcale insze miałem plany, jeźlim plany miał w ogóle, — chciałem coś powiedzieć czule, chciałem zapukać w serduszko, coś usłyszeć, coś podsłuchać: jak się to tam musi ruchać, jak się to tam musi palić MARYNA muszę panu się pożalić, w serduszku nie napalone; jak kto weźmie mnie za żone, będzie sobie ciepło chwalić; muszę panu się pożalić: choć zimno, można się sparzyć POETA Amor mógłby gospodarzyć MARYNA Amor ślepy, może zdradzić POETA Amor: duch skrzydlaty, gończy MARYNA Pretensyi do skrzydeł wiele POETA więc się na pretensyach kończy MARYNA a nie kończy się w kościele. POETA byłby to już Amor w klatce MARYNA lis w pułapce POETA motyl w siatce MARYNA Paź królowej na usługach POETA ślub po zapłaconych długach. Miłość nęci rozmaita MARYNA a to z nami kwita POETA kwita, — nie myślałem, że coś świta, pani prawie obrażona MARYNA Czegoż to pan jeszcze szuka POETA że nie poszła w las nauka MARYNA któż się uczył? POETA tak wzajemnie: ja od pani, pani ze mnie MARYNA a na cóż mnie tej nauki? POETA Na nic MARYNA więc? POETA sztuka dla sztuki MARYNA zawrót głowy, wielka chwała; niech pan sztuki płata różne, bylebym ja spokój miała POETA rozmowa z panienką młodą, jak ją zwykle młodzi wiodą w takim stylu skrzydełkowym, rozmowa z panną upartą o miłości, o Amorze, o kochaniu, co w tym, owym z nagła się przejawić może; — szepty z panną czarującą przez pół seryo, przez pół drwiąco, — zawsze jeszcze studyum warto MARYNA przez pół drwiąco, przez pół seryo bawi się pan galanteryą POETA ale gdzieta, ale gdzieta MARYNA Pan poeta, pan poeta. Coś jak liryzm struna brzękła; ja o pana się przelękła, że ta strzała niespodziana może trafić, ale pana. Słucham co to za wymowa POETA Słowa, słowa, słowa, słowa MARYNA ale gdzieta, ale gdzieta POETA bawię panią galanteryą przez pół drwiąco, przez pół seryo; stąd się styl osobny stwarza: nikt nikogo nie dosięga, nikt nikogo nie obraża, — na łokcie różowa wstęga, — nie prowadzi do ołtarza — tajemnicą jest kobieta MARYNA Pan poeta, pan poeta SCENA PAN MŁODY, PANNA MŁODA. KSIĄDZ zwracam się do panny młody, pijąc do pana młodego PANNA MŁODA cóz takiego, cóz takiego, KSIĄDZ może, hm, po pewnym czasie, bo to człowiek jest człowiekiem, ot przykładem tylu ludzi, — bo to człowiek jest człowiekiem, usiada się tylko z wiekiem PANNA MŁODA niby jak to kwaśne mliko KSIĄDZ wyście młodzi, wyście młodzi, choć się dzisiaj wszystko godzi, przyjdzie czas, co was ochłodzi PAN MŁODY Dzięki, niech się ksiądz nie trudzi, niech nie trudzi się dobrodziej, wdał się Pan Bóg już w tę sprawę i ten wszystko załagodzi; byliśmy rano w kościele, braliśmy ślub u ołtarza KSIĄDZ no, ale to tak się zdarza; ogromnie przypadków wiele i przypomnieć pożytecznie PAN MŁODY Podziękujże za obawę PANNA MŁODA Zdarłabym jej łeb, jak krosna PAN MŁODY a kocha, bo jest zazdrosna KSIĄDZ ach, kolorowa bajecznie! SCENA MŁODY, PANNA MŁODA. PAN MŁODY Kochasz ty mnie PANNA MŁODA moze, moze, — cięgiem ino godos o tem PAN MŁODY bo mi serce wali młotem, bo mi w głowie huczy, szumi,... moja Jaguś, toś ty moja PANNA MŁODA twoja, jak trza, juści twoja; bo cóż cie ta znów tak dumi, cięgiem ino godos o tem PAN MŁODY a ty z twoim sercem złotem nie zgadniesz dziewczyno-żono, jak mi serce wali młotem, jak cie widzę z tą koroną, z tą koroną świecidełek, w tym rozmaitym gorsecie, jak lalkę dobytą z pudełek w Sukiennicach, w gabilotce: zapaseczka, gors, spódnica, warkocze we wstążek splotce; że to moje, że to własne, że tak światłem gorą lica PANNA MŁODA buciki mom troche ciasne PAN MŁODY a to zezuj, moja złota PANNA MŁODA ze sewcem tako robota PAN MŁODY tańcuj boso PANNA MŁODA panna młodo?! Cóz ta znowu, to nimozno PAN MŁODY co się męczyć? w jakim celu? PANNA MŁODA trza być w butach na weselu SCENA 13. KSIĄDZ, PAN MŁODY. PAN MŁODY któż komu czego zabroni KSIĄDZ zależy za czem kto goni PAN MŁODY tak cudzego pilnujecie KSIĄDZ nie każdy ma jedno na świecie a każdy ma swoje osobne, co go trzyma, — a te drobne rzeczki, małe, niepozorne składają się na jedną wielką rzecz PAN MŁODY ksiądz sobie, jako chcesz, przecz. — Szczęście każdy ma przed nosem a jak ma, to trzeba brać, — trzeba iść za serdecznym głosem i nic pozwolić się kpać KSIĄDZ no mój panie, nie każdemu jednakie wołanie. A jak kto ręką sięgnie po co, a nie dostanie. SCENA 14. RADCZYNI, MARYNA. RADCZYNI A panny już bez pamięci, widzę, hulają MARYNA do smaku jak mnie Czepiec chwycił w pół, jak zawinął i obleciał w kółko, tom w oczach zobaczyła gwiazdy, jakby jakieś napowietrzne jazdy, kręcące się zawrotem kół RADCZYNI pot oblewa całe czółko; możesz się zaziębić wnet MARYNA a tak — teraz to sobie myślę: co insze złoto, a co insze miedź RADCZYNI nie pleć, spocznij, cicho siedź MARYNA a myśl moja het, het, het.... SCENA 15. MARYNA, POETA. POETA Elektryczność z oczu bije MARYNA zgrzałam się przy tańcowaniu POETA Pani marzy o kochaniu, — co tam pani serce czyje MARYNA Może pańskie serce zatem, — — POETA Umie pani strzelać batem — —? MARYNA Jakto, co to, — tak przez kogo? POETA Tak w powietrze, a szeroko MARYNA Co tam panu serce czyje; — a umie pan kopnąć nogą — —? POETA tak przez kogo MARYNA Nie tak srogo, — tak w powietrze, a wysoko POETA Na, co, po co MARYNA dla niczego POETA to nic złego MARYNA I nic z tego POETA to zagadka MARYNA Sfinx POETA Meduza. MARYNA Może z tego pan odgadnie nowoczesny styl harbuza; tak, jak ja odgadłam snadnie: próżność na wysokiej skale, w swojej własnej śpiącą chwale POETA Zeus i Pan Bóg mieszka w niebie, przedsię obaj są u siebie. Psyche to najczulej pieści. — O tem, gdzie kto śpi wysoko, pani wie coś z głuchych wieści; nie dosięgło jeszcze oko. MARYNA Rozumiem coś z wielką biedą; nie dosięgło jeszcze oko, nie zawlokłam się na turnie; tak tam dumnie, szumnie, chmurnie. Bałamuctwa w wielkim stylu, które już przeżyło tylu, różni więksi, mniejsi, nizcy; wszystko bardzo wyjątkowe, bardzo dziwne, bardzo nowe, tylko że tak robią wszyscy POETA Słucham, co to za wymowa MARYNA Słowa, słowa, słowa, słowa POETA ale gdzieta, ale gdzieta, to uczucia tak się garną; szkoda, żeby szły na marno MARYNA pan poeta, pan poeta; pan myśli, że ja zajęta POETA widzę, że pani pamięta, jaka komu etykieta przylepiona i przypięta MARYNA Szkoda, żeby szły na marno te uczucia, co się garną: Pan poeta, pan poeta POETA otóż to, to etykieta SCENA 16. ZOSIA, HANECZKA. ZOSIA Chciałabym kochać, ale bardzo, ale tak bardzo, bardzo, mocno HANECZKA to ta muzyka gra tak skoczno i pewno serce tobie skacze. Jeszcze się dosyć, dość napłacze, nim go kochanie ułagodzi. Pociesz się serce, pociesz miła, jeszcze niejedna łza, mogiła od tej miłości ciebie grodzi ZOSIA że to tak losy szczęściem gardzą, że tak nie sypią szczęściem w oczy, tylko tak zaraz błyski gasną, ledwo się w oczach świt roztoczy HANECZKA musi przyjść wprzódy cierpień koło; przejść musi wprzódy, nędzę, bole, a potem kiedyś będzie wesoło, jak ci ból serce dość nakole ZOSIA ja gdybym była losów panią, naprzykład taką, wiesz: Fortuną, tobym odarła złote runo, żeby dać wszystko ludziom tanio; żeby się tak nie umęczali, w takiem gonieniu ciężkiem, długiem: każden jak więzień za swym pługiem; żeby się syto nakochali, żeby się wszystko im kręciło: jakby się złote nitki wiło HANECZKA A tu są takie Parki stare, co nożycami tną przędziwo ZOSIA A chyba to za jaką karę Miłość jest taką nieszczęśliwą. Za czyjąż winę, czyjąż karę rwać chcą przędziwo Parki stare,... Ach tak bym chciała, kochać bardzo HANECZKA musisz się wprzódy dość naszlochać, napłakać, zbeczeć, razy wiele, aże postawią cię w kościele a potem sobie możesz kochać ZOSIA Ach, tem uczucia moje gardzą, — nie to, nie jeszcze miałam w myśli: chciałabym, żeby się kto zjawił, ktoby mi nagle się spodobał, żebym się jemu też udała i byśmy równo na to przyśli. Widzisz, takiegobym kochała i to tak bardzo, bardzo, bardzo HANECZKA Ach, tem uczucia moje gardzą; przecie trza wprzódy wypróbować, trza coś przecierpieć, coś przeboleć, żeby módz miłość uszanować ZOSIA już ja tam swoje będę woleć. SCENA 17. PAN MŁODY, ŻYD. PAN MŁODY. Przyszedł Mosiek na wesele ŻYD Nu ja tu przyszedł nieśmiele PAN MŁODY no, jesteśmy przyjaciele ŻYD no, tylko, że my jesteśmy tacy przyjaciele, co się nie lubią PAN MŁODY a tak, jak są tacy, co skubią, to i są tacy, co się boczą ŻYD niech się boczą, a jak oni potrzebują, to ich u mnie jest bardzo wiele PAN MŁODY w zastawie ŻYD no, to tak, jak w kieszeni; — pan dzisiaj w kolorach się mieni; pan to przecie jutro zruci PAN MŁODY Narodowy chłopski strój ŻYD no, pan się narodowo bałamuci, panu wolno, — a to ładny krój, — to już było. PAN MŁODY no, to jeszcze wróci ŻYD jak będzie każdy patrzeć przed nos swój, może co z tego będzie na inkszy raz PAN MŁODY oto właśnie teraz taki czas ŻYD No, ja to gram na skrzypce, a pan na bas PAN MŁODY Przyszedł Mosiek na wesele, to mu basuje ŻYD no, już ja wiem od mojej córki, że pan młody muzykę czuje PAN MŁODY pragnąłem widzieć pannę Rachele ŻYD Ona przyjdzie sama tu; mówiła, że zamiast snu woli widok panów i wesele, — wykształcona PAN MŁODY nawet wierze ŻYD mówi, że ją muzyka bierze, za mąż jej nie biorą jeszcze; może ją przy poczcie umieszcze; moja córka, to kobita, a jest panna modern całkiem, jak gwiazda. PAN MŁODY więc satelita ŻYD jakie tylko książki są, to czyta a i ciasto gniecie wałkiem, była w Wiedniu na operze, w domu sama sobie pierze, — no, zna cały Przybyszewski a włosy nosi w półkole, jak włoscy w obrazach anieli ala, PAN MŁODY a là Botticelli ŻYD żeby pan był przecie kiedy chciał z nią gadać PAN MŁODY chciałem, chciałem raz byłem, to nie zastałem ŻYD ona lubi te poety; ona nawet chłopy lubi; ona chłopom kredyt daje, to mi się aż serce kraje, bo to rzecz drażniąca wielce i nieraz jestem w rozterce: tu interes — a tu serce. — Po co się pan z chłopką żeni, są panny inteligentne POETA one mnie się wydają przeciętne. Kocham te z Botticellego, lecz nie chcę zapychać niemi każdej piędzi naszej ziemi SCENA 18. PAN MŁODY, ŻYD, RACHEL. RACHEL Ach, bon soir ŻYD moja córka RACHEL jedna mnie tu zwiodła chmurka, jedna mgła, opary nocy; ta chałupa rozświecona, zdaleka, jak arka w powodzi, błoto naokoło, potopy, hukają pijane chłopy; ta chałupa rozświecona, grająca muzyką w noc ciemną, wydała mi się arcyprzyjemną, jako arka, nakształt czarów łodzi, i przyszłam, — — tate pozwoli ŻYD no, niech sobie Rachel poswywoli, no, pan się mną żydem brzydzi a ją to pan musi uszanować: ona się ojca nie wstydzi PAN MŁODY przyszła pani z nami potańcować; jeśli pani szuka parki, przygarniemy ją w noc ciemną. Tam są tańce, — tam są grajki a tu zastaw gospodarski SCENA 19. PAN MŁODY, RACHEL. RACHEL ensemble, jak z feerji, z bajki, ach ta chata rozśpiewana, jakby w niej słowiki dźwięczą i te stroje ukąpane tęczą. PAN MŁODY ma pani słuszność, ćmy brzęczą najwięcej wokoło świec; gdzie błyska, muszą się zbiedz RACHEL zlatują się w dobrej wierze, na oślep, serdecznie, szczerze; nie domyślają się wcale, że ich tam czeka ogarek, co im będzie skrzydła piec PAN MŁODY na skrzydłach pani tu przyszła RACHEL na skrzydłach myśl moja zwisła: szłam przez błoto po kolana od karczmy aż tu do dworu; — ach ta chata rozśpiewana, ta roztańczona gromada, zobaczy pan, proszę pana, że się do poezyi nada, jak pan trochę zmieni, doda PAN MŁODY Tak to czuję, tak to słyszę: i ten spokój, i tę ciszę, sady, strzechy, łąki, gaje, orki, żniwa, słoty, maje. Żyłem dotąd w takiej cieśni, pośród murów szarej pleśni: wszystko było szare, stare a tu naraz wszystko młode, znalazłem żywą urodę, więc wdecham to życie młode; teraz patrzę się i patrzę w ten lud krasy, kolorowy, taki rzeźki, taki zdrowy, — choćby szorstki, choć surowy. Wszystko dawne coraz bladsze, ja to czuję, ja to słyszę, kiedyś wszystko to napiszę; teraz tak w powietrzu wiszę w tej urodzie, w tem weselu; lecę, jak mnie konie niosą, — od miesiąca chodzę boso, odrazu się czuję zdrowo chadzam boso, z gołą głową; pod spód więcej nic nie wdziewam, odrazu się lepiej miewam. SCENA MŁODY, RACHEL, POETA. POETA Panna młoda jakieś słówko ma do ciebie PAN MŁODY rzucam damę, muszę służyć mojej pani RACHEL Może słóweczko z wymówką, bo coś na mnie kiwa główką POETA takie tam drobnostki same SCENA 21. RACHEL, POETA. RACHEL A pan mi zostawia siebie POETA pani mnie interesuje RACHEL ja się patrzę i miarkuję POETA tak od pierwszego spojrzenia RACHEL ach myśli pan, tak zniechcenia POETA trzask gromu RACHEL spudłować można POETA Otóż panienko wielmożna: miłość, Amor, strzała złota RACHEL Amor, Amor, bóg bożyszcze rzuca się na pastwę oślep i woła: i zapalę i zniszczę POETA Bellerofon leci oklep. Pani poezyą przesiąkła; Ledwo słówek parę brząkła Muza pani, — a już błyski RACHEL pan sądzi, że koniec bliski; że mnie porwie Amor-bożek POETA oto od stóp główy do nożek Galatea RACHEL co, ja nimfa? Tosamo mi właśnie powtarza pewien koncypient jurysta POETA więc go pani zaniedbuje, że to człowiek pracy RACHEL limfa: to jest taki, jak się zdarza zbyt często, co tylko powtarza, co kto drugi gdzie umieści w poezyi albo w powieści; nie indywidualista POETA Pani żąda z pierwszej ręki RACHEL jak od kwiatów, od jabłoni, od chmur, słońca, żabek, gadu, jak od kwitnącego sadu; — cała ta poezya co goni w powietrzu, którą wichr miata, która co dnia świeża wzlata, z wszystkiego fosforyzuje, — — pan to pisze, ja to czuję, więc POETA i czegóż pani życzy RACHEL miodu, rozkoszy, słodyczy miłości, roznamiętnienia i szczęścia POETA a miłość wolna?... RACHEL Ach marzyłam o tem zawsze POETA a gdyby tak szczęście łaskawsze pożaliło się jej biedy RACHEL przestałabym marzyć wtedy SCENA 22. RADCZYNI, PAN MŁODY. PAN MŁODY Jak się żenić, to się żenić RADCZYNI komu dzwonią lat południe, niech się spieszy użyć wczasu PAN MŁODY tak się pić chce przy źródełku; ożenić się w tem pragnieniu, to tak, jakby w uniesieniu.... RADCZYNI w równe nogi wskoczyć w studnie PAN MŁODY nie utonę, nie utonę RADCZYNI topi się, kto bierze żonę PAN MŁODY Niech się stopi, niech się spali, byle ładnie grajcy grali, byle grali na wesele. Jak się tak muzyka miele, jak na żarnach, hula, dzwończy, niech se huka, stuka, puka, pląsa, bije, przybasuje, piska skrzypiec struną cienką, tak podskocznie, tak mileńko; niech się miele jak młyn wodny w noc miesięczną, w czas pogodny; szumiejąca, niech się snuje a niech w dźwiękach się nie kończy, choćby usnąć w tańcowaniu przy mieleniu, przy hukaniu, w zapomnieniu, w kołysaniu; światy czarów, — czar za światem! — jestem wtedy wszystkim bratem i wszystko jest moim swatem w tém weselu, w tej radości: Bóg mi gości pozazdrości. Granie miłe, spanie miłe, życie było zbyt zawiłe, miło snami uciec z życia, sen, muzyka, granie, bajka, — zakupiłbym sobie grajka, — spać, bo życie zbyt zawiłe, trzaby mieć ogromną siłę, siłę jakąś tytaniczną, żeby być czemś na tej wadze, gdzie się wszystko niańczy w bladze, — to już tak po uszy sięga, Los: fatyga, czas: mitręga. Spać, muzyka, granie, bajka, zakupiłbym sobie grajka, to mi się do duszy nada RADCZYNI Ach, pan gada, gada, gada SCENA 23. PAN MŁODY, POETA. PAN MŁODY Jakże ci tu na weselu POETA zdaje mi się, żem pan młody PAN MŁODY a mnie się widzi, że patrzę na piękno i szczęście cudze, że nie moje, to, co moje POETA to są takie niepokoje — a co mnie tam szczęście moje czy nie moje, a bierz licho PAN MŁODY tylko cicho, tylko cicho, bo jak najdziesz twoje, to tak jakbyś nalazł nutę POETA Wiersze? PAN MŁODY wrażenia, wrażenia najszczersze, śpiewnik serdeczny, kantyczki, całość w książce, komplet serca i te wszystkie spotkania najpiersze, i te wszystkie rozmowy u pola, i w ogródku i we dworze, w sieni, na przysionku, w komorze, aż do ślubu, aże do kobierca: komplet serca POETA to ciekawe, że, co my rozumiemy przez prozę, przetapia się na dźwięk, rymy i że potem z tego idą dymy po całej literaturze PAN MŁODY zupełnie tak jak w naturze: kwiat w swoim zapachu się lotni i przychodzą różni markotni tesame wąchać róże POETA a gdyby tak ustroić się w róże i wejść na ogromny stos drzewa i pokazać: jak śpiewa człowiek, co w różach na czole umiera PAN MŁODY trzebaby lutni Homera POETA A Los, a Atmosfera, a ogień, a płomieni góra, a czarna obłoków chmura, coby się ze stosu wzbiła PAN MŁODY Śmierć!? POETA A to byłaby Siła! SCENA 24. POETA, GOSPODARZ. POETA taki mi się snuje dramat groźny, szumny, posuwisty, jak polonez, gdzieś z kazamat, jęk i zgrzyt, i wichrów świsty. — Możę przy tem wichrów graniu, — — O jakiemś wielkim kochaniu. Bohater w zbrojej, skalisty, ktoś, jakoby złom granitu, rycerz z czoła, ktoś ze szczytu w grze uczucia, chłop »qui amat«, przytem historya wesoła a ogromnie przez to smutna GOSPODARZ to tak w każdym z nas coś woła: jakaś historya wesoła a ogromnie przez to smutna POETA A wszystko bajka wierutna. Wyraźnie się w oczy wciska, zbroją świeci, zbroją łyska postać dawna, coraz bliska, dawny rycerz w pełnej zbroi, co niczego się nie lęka, chyba widma zbrodni swojej a serce mu z bolów pęka a on z takiem sercem w zbroi zaklęty u źródła stoi i do mętów studni patrzy i przegląda się we studni a gdy wody czerpnie ręką, to mu woda się zabrudni a pragnienie zdroju męką, więc mętów czerpa ze studni; u źródła, jakby zaklęty: taki jakiś polski święty GOSPODARZ dramatyczne, bardzo pięknie, — u nas wszystko dramatyczne, w wielkiej skali, niebotyczne, — a jak taki heros jęknie, to po całej Polsce jęczy, to po wszystkich borach szumi, to po wszystkich górach brzęczy, ale kto tam to zrozumi, POETA dramatyczny, rycerz błędny, ale pan, pan pierwszorzędny: w zamczysku sam osmętniały a zamek opustoszały i ten lud nasz taki prosty u stóp zamku, u stóp dworu i ten pan, pełen poloru i ten lud prosty rubaszny i ten hart rycerski, śmiały i gniew boski gromki, straszny GOSPODARZ tak się w każdym z nas coś burzy, na taką się burzę zbiera, tak w nas ciska piorunami, dziwnemi wre postaciami dawnym strojem, dawnym krojem a ze sercem zawsze swojem; to dawność tak z nami walczy. Coraz pamięć się zaciera, — — — tak się w każdym z nas coś zbiera POETA Duch się w każdym poniewiera, że czasami dech zapiera; takby gdzieś het gnało, gnało, takby się nam serce śmiało do ogromnych wielkich rzeczy a tu pospolitość skrzeczy a tu pospolitość tłoczy, włazi w usta, w uszy, oczy; duch się w każdym poniewiera i chciałby się wydrzeć, skoczyć, ręce po pas w krwi ubroczyć, ramię rozpostrzeć szeroko, wielkie skrzydła porozwijać, lecieć, a nie dać się mijać; a tu pospolitość niska włazi w usta, ucho, oko; — — daleko, co było z bliska, — serce zaryte głęboko, gdzieś pod czwartą głębną skibą, że swego serca nie dostać. GOSPODARZ Tak się orze, tak się zwala rok w rok, w każdem pokoleniu: raz w raz dusza się odsłania, raz w raz wielkość się wyłania i raz w raz grąży się w cieniu. Raz w raz wstaje wielka postać, że ino jej skrzydeł dostać, rok w rok w każdem pokoleniu, i raz wraz przepada, gaśnie, jakby czas jej przepaść właśnie; — Każden ogień swój zapala, każden swoją świętość święci... POETA My jesteśmy jak przeklęci, że nas mara, dziwo nęci, wytwór tęsknej wyobraźni serce bierze, zmysły draźni, że nam oczy zaszły mgłami; pieścimy się jeno snami a to, co tu nas otacza, zdolność nasza przeinacza: w oczach naszych chłop urasta do potęgi króla Piasta GOSPODARZ A bo chłop i ma coś z Piasta, coś z tych królów Piastów, — wiele! — już lat dziesięć pośród siedzę, sąsiadujemy o miedze, kiedy sieje, orze, miele, taka godność, takie wzięcie; co czyni, to czyni święcie; godność, rozwaga, pojęcie. A jak modli się w kościele, taka godność, to przejęcie; bardzo wiele, wiele z Piasta; chłop potęgą jest i basta. SCENA GOSPODARZ, CZEPIEC, OJCIEC. CZEPIEC Szczęść wam Boże OJCIEC pochwalony GOSPODARZ pochwalony, ojcze, kumie, — tyle gości od Krakowa OJCIEC a bo lo nich to rzecz nowa, co jest lo nos rzeczą starą, inszom sie ta rzondzom wiarą, przypatrujom sie, jak czarom. GOSPODARZ A to dla nich nowe rzeczy, to ich z ospałości leczy CZEPIEC pan brat, — z miasta, — do nas znowu; jak się panu na wsi widzi POETA jak u siebie za pazuchą CZEPIEC tu ta ładniej, tam to brzydzij; z miastowymi to dziś krucho; ino na wsi jesce dusa, co się z fantazyją rusa GOSPODARZ gdyby wam tak... CZEPIEC nie powtórzyć; — jakby kiedy, co, do czego, myśmy, — wi sie, nie od tego; — ino ktoby nas chcioł użyć, — kosy wissom nad boiskiem OJCIEC toście zawdy mocny pyskiem CZEPIEC ino sie napatrzcie pięści, niechno ino kaj-gdzie świsnę, to słychać jak w ziobrach chrzęści GOSPODARZ jak z tym żydem CZEPIEC tego zyda, było, jak go hukne w pysk, — juzem myśloł, że sie stocył, on sie tylko krwiom zamrocył a nie upod, bo był ścisk a to było przy wyborze, w sali w tym sokolskim dworze: — po co sie bestyjo darła a to tak z całygo garła; — było, jak go hukne w pysk, myślołem juz, że sie stocył, on sie ino krwiom zamrocył, a nie upod, bo był ścisk. GOSPODARZ Toście Ptaka wybierali? CZEPIEC A kiedy ptak, niechta leci POETA macie ta skrzydlate ptaki? CZEPIEC Ptok ptakowi nie jednaki, człek człekowi nie dorówna, dusa dusy zajrzy w oczy, nie polezie orzeł w gówna, — pon jest taki, a ja taki; jakby przyszło co, do czego, wisz pon, to my tu gotowi, my som swoi, my som zdrowi. POETA pokłońcie się byle komu, poszukajcie króla Piasta. CZEPIEC Pan mi razy dwa nie powi, bo jo orze gront i basta, znom, co kruk, a co pędraki, bo jo orze grunt i basta. GOSPODARZ brat mój wiele podróżuje CZEPIEC Szkoda, że pon nie lubuje, u nas wschodzi pikne żyto, pon pszenice odlazuje; pojon by sie pon z kobitą, swoja rola, swoja wola, swoje trocha, dobre i to. POETA mnie to tak coś gna po świecie CZEPIEC kaj ta znów OJCIEC nie rozumiecie; panu trza powietrza dużo POETA jestem sobie pan, żórawiec; zlatam, jak sie ma na lato; buduje se gniazdo z róż, ciułam słomę z waszych strzech, przysiadam na kalenice, rozpatruję okolice: daleko, czy blisko burz. — Rośnie wtedy wszystko u mnie, jak na próchnie, jak na trumnie, pełno wszelakiego ziela, które słońca żar aż spopiela, — przytem ta ogromna skala: jak w cmentarzu Ruisdala. A jak mnie kto w serce rani, ostrz się tępy w biedrze złomi, tego ani leczyć, ani ustrzedz się i zażyć hartu; człowiek się na ból łakomi, że ból swój, że to są swoi, — — — ucieka wtedy za morze. Jak tak sercem co zatarga, to ostanie w sercu skarga; chce mieć wtedy szumne łoże fal, gdzie szuka snu w głębinie, snu w topieli, gnać w przestworze! Taki grot się ze mną włóczy; myślę, że ten ból jest siłą CZEPIEC weź pan sobie żonę z prosta duza scęścia, małe kosta. GOSPODARZ Cie, cie, cie, panie starosta wybyście ino swatali CZEPIEC Jo chce, by sie ludzie brali, zeby sie jako garnęli, zeby sie tak w kupe wzięli, toby sie przecie nie dali GOSPODARZ A to sie wam chwali, chwali OJCIEC czegóż wy tak prosto z mosta na panaście nastawali, — pon pedzieli, że żórawiec. POETA Ptak powrotny CZEPIEC Pon latawiec! SCENA 26. OJCIEC, DZIAD. DZIAD Patrzcie kumie, patrzcie kumie, jak sie wam to przydarzyło OJCIEC Pan Bóg daje, Pan Bóg bierze; ani mi sie o tem śniło DZIAD piekne pany, szumne pany i cóż wy na to mówicie, że to niby różne stany OJCIEC co tam po kim szukać stanu. Ot spodobała się panu. Jednakowo wszyscy ludzie. Ot pany się nudzą sami, to sie pieknie bawiom z nami DZIAD Bawiom, bawiom, moiściewy a toć były dawniej gniewy; nawet była krew, rzezańce i splamiła krew sukmany OJCIEC byli ta tacy pohańce. Jo nic nie wiem, jestem czysty. To tam pewnie swoje robi Czart i ogień wiekuisty. Nie wódź nas na pokuszenie Panie Jezusie najsłodszy... Wyście znali DZIAD byłeś młodszy a ja bywał blisko, bywał, widziałem, patrzały oczy, jak topniał śnieg i krew spłukiwał a potem Widziadło kroczy, wielką czarną chustą wieje i Śmierć sieje... OJCIEC strasno podobno cholera DZIAD tylo sta luda zabiera; — padali jak bąki rażone, byle ka, pod płot, na gnoju, OJCIEC wieczyste odpocznienie DZIAD hań kreślicie krzyż daremno! Na czołach, jakby znaczone plamy czarne i plamy czerwone. — Dopust Boski — i rzeź dopust. Odbywało się w czas zapust OJCIEC ot wy, dziadu, jakby kruk, włóczycie się przy weselu DZIAD hej, hej, stary przyjacielu, będzie pan twój wnuk. SCENA 27. DZIAD, ŻYD. DZIAD Tu tańcują, tam hulają ŻYD w karczmie trza podmiatać izbę, kręcicie się tu po weselu. DZIAD Lepiej się im tańczy w błocie, tu wcale nie zamiatają, — akurat żyd o nich dbo. ŻYD Co godocie, co godocie, córka wam robotę do, nie kręćcie się tu, tam służba. DZIAD Mosiek ta tyz tu nie drużba, ŻYD ja, tom tu po interesie, DZIAD ciągnąć do swojego szynkwasu. ŻYD Z weselem tyle hałasu, że wszystko się gniecie tu. DZIAD On z miasta pan, ona chłopka, z miasta het poprzyjezdzali, z chłopami się przywitali jak się patrzy, ŻYD taka szopka, bo to nie kosztuje nic, potańcować sobie raz: jeden Sas, a drugi w las. SCENA 28. ŻYD, KSIĄDZ. KSIĄDZ ano, panie arendarzu, jutro! ŻYD termin, ja to wim KSIĄDZ A Mosiek jest akuratny, to dlatego trzymam z nim. ŻYD Co do czego żyd jest nieprzydatny, to do takich rzeczy z groszem zawsze się przyda. KSIĄDZ Po chłopach jednaka biéda; nic nie sprzedam z pustym koszem ŻYD biere, płacę KSIĄDZ daje, biere ŻYD moje, twoje KSIĄDZ twoje, moje, chłopską biédą nie obstoje. ŻYD Patrz dobrodzij, co się dzieje, przy stołach się chłopy biją, Czepiec Maćka gruchnoł w łeb. KSIĄDZ Maciek ta ma mocną głowe, ŻYD może mu i nic nie zrobił, może rozbił na połowe. KSIĄDZ A niech się ta chłopy biją, to Mosiek w nich wódkę leje, żyd, chłop, wódka, stare dzieje. ŻYD A sprzedaję, bo mam sklep; — Czepiec jutro ma mnie płacić, to dziś w koło bije w pysk, KSIĄDZ na chłopach się chcesz bogacić, drzesz podwójny zysk. ŻYD Chce dobrodzij na nich stracić, karczmę oddam, KSIĄDZ jeszcze czas, ŻYD czas to pieniądz, KSIĄDZ dług rzecz święta, jutro termin, ŻYD żyd pamięta, KSIĄDZ pomów z Czepcem, ŻYD chamy piją, ktoby zadarł z tą bestyją. SCENA 29. ŻYD, KSIĄDZ, CZEPIEC. CZEPIEC O mnie mowa, — jestem ci jo, KSIĄDZ panie Czepiec, znów coś było! CZEPIEC Obmył sie juz, nic nie bedzie, szyćko przeńdzie, wylicy-sie. KSIĄDZ A Wam to cosi patrzysie za te bitki, zwady, kłótnie, CZEPIEC zawzięty jestem okrótnie, po co mi sie pies sprzeciwio. ŻYD Panie Czepiec, wyście winni, wyście zapłacić powinni za mój konic. CZEPIEC ty psie-ścirwo, konic twój? łżesz! z nas się żywią, ssają naszą krew, — grosz łudzą, nasze szyćko świństwem brudzą. KSIĄDZ Panie Czepiec macie dług, CZEPIEC nawet konic nie był wart te trzy kopki, raił czart, nie dam nic. KSIĄDZ (do żyda) pozwijcie sądem CZEPIEC (do Księdza) ciewy, ciewy, z kiepskim rządem, toć to z waszej łaski ino Mosiek w karczmie sie rozpiro. KSIĄDZ A bo wy nie chcecie płacić, CZEPIEC bo drzecie skóre aż miło. ŻYD Prawda jest, za duży czynsz, spuści z czynszu ksiądz dobrodzij. CZEPIEC (wskazując Żyda) A, bo trzeba drzyć takiego, KSIĄDZ jaka taksa słuszna, muszę. ŻYD (wskazując Czepca) Nie dam księdzu, aż zapłaci swój dług! KSIĄDZ (do Czepca) płaćcie dług!! CZEPIEC Cy kaci, to któż moich groszy złodzij, czy żyd jucha, cy dobrodzij?! KSIĄDZ wódka, — ŻYD weź skąd chcesz! CZEPIEC psie dusze!! Niech jegomość sie nie gniewa, ale takim w gorącości, żebym, psiakrew, potłukł kości, nawet rodzonemu bratu. SCENA 30. PAN MŁODY, GOSPODARZ. PAN MŁODY Jak się kłócą, jak się łają! GOSPODARZ ha! temperamenta grają! Temperament gra, zwycięża; tylko im przystawić oręża, zapalni jak sucha słoma; tylko im zabłysnąć nożem a zapomną o Imieniu Bożem, — taki rok czterdziesty szósty, — przecież to chłop polski także PAN MŁODY a jakże to okropne, jakże GOSPODARZ Do dziś chwalą sobie te zapusty PAN MŁODY znam to tylko z opowiadań, ale strzegę się tych badań, bo mi trują myśl o polskiej wsi: to byli jacyś psi, co wody oddechem zatruli a krew im przyrosła do koszuli. Patrzę się na chłopów dziś.... GOSPODARZ To co było może przyjś — PAN MŁODY myśmy wszystko zapomnieli: mego dziadka piłą rżnęli... Myśmy wszystko zapomnieli GOSPODARZ mego ojca gdzieś zadźgali, gdzieś zatłukli, spopychali; kijakami, motykami, krwawiącego przez lód gnali... Myśmy wszystko zapomnieli PAN MŁODY Jak sie to zmieniają ludzie, jak sie wszystko dziwnie plecie; myśmy wszystko zapomnieli: o tych mękach, nędzach, brudzie; stroimy sie w pawie pióra GOSPODARZ at odmienia nas natura; wiara, co jest jeszcze w ludzie, że coś z tego przecie będzie; rok w rok idziem po kolędzie i szukamy i patrzymy: czy co kiedy z tego będzie. Ot odmienia nas natura: wicher, co nad łanem wionie; drżenie, gdzieś aż w ziemi łonie; — par, który się wsiąka, wdycha, że się tak w tych zbożach tonie; chocia gleba może licha, nie trza ustępować z drogi: były bogi, będą bogi; wiara jeszcze jakaś w ludzie PAN MŁODY jak się wszystko dziwnie plecie GOSPODARZ jak się wszystko plecie dziwno. SCENA 31. GOSPODARZ, KSIĄDZ. GOSPODARZ Ksiądz dobrodziej chce się spieszyć, chce odjechać, zaraz konie.... KSIĄDZ bardzo mile czas tu schodzi; tak sie w swoim gruncie brodzi; ciekawi ci państwo młodzi GOSPODARZ ciekawe, wszystko ciekawe. Strzemiennego! KSIĄDZ strzemiennego! GOSPODARZ Kurdesz!! KSIĄDZ coś staropolskiego — — GOSPODARZ kurdesz nad kurdeszami!!! SCENA 32. HANECZKA, JASIEK. HANECZKA A, dziękuję Jaśku, JASIEK dobrze? HANECZKA dobrze, dobrze, — później jeszcze, JASIEK Ja bo się panienką pieszcze, jak jakim świętym obrazkiem, jak pisanką, malowanką HANECZKA Jeszcze będę tańczyć z Jaśkiem SCENA 33. KASPER, JASIEK. KASPER Jasiek, drużba, słuchaj bratku, co ci powiem na ostatku, zgadnij co — JASIEK nie wiem co, KASPER że te panny, to nos chcom JASIEK może, jo tak myśle som. Kasper, drużba, słuchaj bratku: co co powiem na ostatku; zgadnij co KASPER nie wiem, no? JASIEK że tak one ino kpiom. KASPER co ta o to, druchny som, jesceśmy nie ladajacy. JASIEK, KASPER albośmy to jacy, tacy. ......... SCENA 34. JASIEK. JASIEK I Zdobyłem se pawich piór, nastroiłem pawich piór: pawie pióra ładne, pawie pióra kradne: postawie se pański dwór II Zdobęde se pański dwór, wywleke se złoty wór: złoty wór wysypie ludziskom przed ślipie: nakupie se pawich piór. SCENA 35. PAN MŁODY, RADCZYNI. PAN MŁODY jaki taki, niech se szczeka. Czy dziwota, czy dziwota: zamiast wody, że chcę mleka; że nie gonię, kto ucieka; na konkury lat nie trwonię, jak ci, co lat kwarantanne czekają, nim zgarną panne RADCZYNI mego zdania to nie zmienia PAN MŁODY punkt widzenia, kąt widzenia. O ten kredens, o tę szafę rozbiją się, jak o rafę i najbardziej zakochani; — znałem takich, prosze pani, pięć lat byli zaręczeni, — naraz szafa wszystko zmieni RADCZYNI mego zdania to nie zmienia. SCENA 36. POETA, RACHEL. POETA pani się kiedy zakocha w chłopie RACHEL pan może wywróży. Mam do chłopców pociąg duży, lecz być musi ładny chłopiec. Powrót, powrót do natury POETA nie tak trudno tego dociec: nie trafia się inszy który; skarżył się już pani ociec na ten literacki ton RACHEL na wszystko dla mnie pozwala; nawet sobie mnie zachwala. Interesujące, co?, wyzysk, handel, ja i on POETA wszystko się w poezyi topi u pani, ojciec i chłopi RACHEL ogromnie dużo wierszy czytałam POETA pisała pani kiedy? RACHEL nie chciałam. Gust ten właśnie wielki miałam, żeby nie pisać, — lichą formą się brzydzę; ale za to, kędy spojrzę, to widzę poezję żywą zaklętą, tę świętą i tym jestem szczęśliwa: że święta i dla mnie żywa POETA ze świętymi pani przestaje; za pan brat z różami w ogrodzie; za pan brat z obłokami a ku swojej wygodzie chce pani za pan brat z poetami RACHEL Ach, pan ciągle mnie łaje, — cała ta przyroda tajemna przestała mi być ciemna POETA choć oko wykol, noc na dworze, — to pannie serce żądzą gorze i wolałaby gdzie w komorze nie sama RACHEL przyszłam na chwilę, gdzie ta chata rozśpiewana, przybiegłam jak ćmy, jak motyle, co biegą, — gdzie zapalona lampa, — ale odejdę w pokorze do dom i będę sobie wyobrażać pana zdaleka a jak będę zakochana przyślę panu list i klucz POETA A włócz się poezjo, włócz, od komory, do komory, od ogrodu róż do sadu tych śpiących drzew: widać je tu z okienka; więc, jak pójdzie panienka a muśnie jej szal który krzew, to jej tęsknota i żal udzieli się przyciętej słomie a z krzaka smutek i cień udzieli się nieświadomie panience RACHEL a tak, a tak POETA a jak się drużba przydarzy, serduszko się drużbą pocieszy i zgrzeszy RACHEL a tak, a tak: przez ogród pójdę, przez sad a pan niech tu w oknie stoi POETA ujrzę panią rad, błądzącą przez mroczny sad, niby zakochaną i błędną, pół dziewicą, pół aniołem, pochyloną nad chochołem, jakby z obrazu Bern-dżonsa, — gdy ja będę w cieple stać RACHEL no, nie trza się o mnie bać; nie przeziębi najgorszy mróz, jeźli kto ma zapach róż; owiną go w słomę zbóż, a na wiosnę go odwiążą i sam odkwitnie. POETA to szczytnie; — ach pani się trochę dąsa RACHEL patrz pan różę na ogrodzie owitą w chochoł ze słomy; przed tą pałubą słomianą poskarżę się mej poezyi; wyznam, jakich się herezyi nasłuchałam; jak się jęto kąsać, gryźć mnie, com przyszła zakochana! — Zmówię chochoł, każę przyść do izb, na wesele, tu, — może uwierzycie mu, że prawda, co mówi Rachela POETA pani na imię Rachela RACHEL czy to postać rzeczy zmienia? POETA Ach, pani się zarumienia; — cieszę się pani imieniem, — sproś pani jakich chcesz gości, — imię pani tak liryczne RACHEL prawda, śliczne, — — a teraz proszę Miłości wysłuchać, — Chcę poetyczności dla was i chcę ją rozdmuchać; zaproście tu na Wesele wszystkie dziwy, kwiaty, krzewy, pioruny, brzęczenia, śpiewy, POETA i chochoła! RACHEL już pan wierzy?! Już to pana zajęło: słoma, zwiędła róża, noc, ta nadprzyrodzona Moc POETA może być weselna feta na wielką skalę! RACHEL A! teraz pana pochwalę. Adje, — ta jedyna chwilka, — pan mnie zajął, pan teraz poeta POETA otula się panna w szal, — więc już adje? — RACHEL Nie dorosłam do wielkich skal; bawię się Pour passer le temps tylko SCENA 37. POETA, PANNA MŁODA. POETA panno młoda myślę sobie, że, co zechcesz, to się stanie: miłość płonie z lic, PANNA MŁODA jako, — jo nie umiem nic; niby na moje zawołanie POETA na prośbę i rozkaz twój: żeś to dzisiaj panna młoda, jak jaśminy, jak jagoda PANNA MŁODA i o cóż się to rozchodzi, że pon tylo się spodziwo po mnie POETA ty dzisiaj jesteś szczęśliwą panno młoda, — zaproś gości tych, którym gdzie złe wciórności dopiekają, — którym źle, — których bieda, Piekło dręczy, których duch się strachem męczy a do wyzwoleństwa się rwie PANNA MŁODA i pocóż te z Piekła duchy POETA niechaj przyjdą na podsłuchy, na Wesele, gdzie muzyka PANNA MŁODA a to mi pon zabił ćwika; kaz się tylo luda zmieści POETA muzyka ich chwilę popieści; duch taki chwilę przystanie a potem jako dym znika PANNA MŁODA pon cosi trzy po trzy bają; może się inksi poznają o co chodzi, — ot mój mąż SCENA PANNA MŁODA, PAN MŁODY. POETA Ach! pan młody! — ty pan młody! słuchaj, przecie ty poeta i ty dzisiaj sprawiasz Gody PAN MŁODY ja szczęśliwy, do gospody sprosiłbym tu cały świat: takim rad, takim rad POETA zaproś-że tego chochoła; tam za oknem skrył się w sad PAN MŁODY cha, cha, cha, — cha, cha, cha, przyjdź chochole na Wesele, zapraszam cię ja, pan młody, wraz na gody do gospody PANNA MŁODA jest na tyle jeść i pić, możesz sobie z nami kpić PAN MŁODY dla nas samych dość za wiele; przyjdź chochole na Wesele PANNA MŁODA przyjdze, przyjdze, jak mos wole POETA Cha, cha, cha PANNA MŁODA cha, cha, cha! Skoro północ zacznie bić, do nas tu na izbę przydź PAN MŁODY Cha, cha, cha, POETA cha, cha, cha PANNA MŁODA cy on nos tyz posłucha, bo to głucho psiajucha PAN MŁODY sprowadź jeszcze kogo chcesz, ciesz się z nami, ciesz Godami PANNA MŁODA ciesz się, ciesz PAN MŁODY cha, cha, cha, czy on nas też posłucha AKT III Scena 1. Gospodarz chodzi po pokoju. Scena 2. Gopodarz, Poeta, Nos, Pan Młody, Gospodyni, Panna Młoda. Nie wiedzą, co się dzieje. Chcą położyć Gospodarza. Nos nudzi się, chce pić, bo nic nie ma sensu. Gospodyni wysyła męża spać. Gospodarz chce, aby go zostawiono w pokoju. On i No zasypiają na krzesłach. Scena 3. Czepiec i Muzykant. Nagabuje go, żeby grał, bo ten chce się bawić. Scena 4. Czepiec rozmawia z Czepcową o chęci pobicia muzyków. Scena 5. Czepcowa i Gospodyni. Mężowie ich śpią, a one mówią z trudach wesela. Scena 6. Rachela i Poeta mówią o poezji i miłości. Scena 7. Haneczka z Panem Młodym o radości tańczenia. Ostrzega ją, aby nierozdawała drużbom całusów. Scena 8. Poeta i Maryna. Maryna mówi o zakończeniu wesela i o chłopach, którzy kochają Polskę i chcą się za nią bić. Poeta ma spętanego ducha. Jest zawieszony pomiędzy dwoma światami, rolą i miastem, szczęściem i nieszczęściem. Scena 9. Czepiec i Kuba. Opowiada wójtowi o wizycie Wernyhory. Ten jest bardzo zainteresowany także złotą podkową w skrzyni. Scena 10. Czepiec i Dziad mijają się w drzwiach i wymieniają tylko uwagi. Scena 11. Czepiec z Gospodynią o Gospodarzu. Wypytuje ją, co się działo? Scena 12. Radczyni i Dziennikarz o bywaniu w świecie, to znaczy w towarzystwie. Dziennikarz chodzi na kolacje i karty do przyjaciół. Scena 13. Radczyni z Panną Młodą o szczęściu. Radczyni nie wróży im długiego szczęścia. Scena 14. Panna Młoda i Marysia o rozstaniu z rodzicami po ślubie. Scena 15. Marysia i Ojciec o pierwszej miłości dziewczyny, o chłopaku, który jej się przypomniał dzisiaj. Są już zmęczeni. Wojtek swatał ją i dostał, a nie ten, którego kochała. Scena 16. Poeta z Panną Młodą o śnie, w którym jechał złotą karocą i pojawił się diabeł. Wieźli ją do Polski, a ona dziwiła się, gdzie ta Polska niby? Bo przecież nie ma jej na całym świecie. Poeta każe jej dotknąć klatki piersiowej, a tam stuka serce, a to Polska jest właśnie. Scena 17. Poeta i Pan Młody o zimnie, które nagle nastąpiło oraz o spokoju, jaki chciałby mieć poeta, zaciszny kącik, niewiele do życia potrzeba. Scena 18. Poeta, Pan Młody i Czepiec z wielką kosą w ręku. Chwali się nią. Chce do Gospodarza, który śpi, ma Sprawę. Scena 19. Pojawia się z nimi gospodarz. Czepiec każe myć się Gospodarzowi, a panów zachęca do pójścia z nimi, chłopami, bo jak nie to chłopi pójdą na nich. Próbują przypomnieć sobie, kto tu był. Coś im świta, coś słyszeli od sadu, kogoś widzieli. Czepiec widział gościa z Ukrainy. Scena 20. Pan Młody, Czepiec i Gospodarz. Czepiec mówi, że na dworze zbiera się wielu ludzi. Scena 21. Czepiec symbolizuje gotowość chłopów do walki o niepodległość (film TVP, 1972) Gospodarz i Czepiec szykują się, przed pokojem straże z kosami- Kasper. Scena 22. Gospodarz, Czepiec i Parobcy. Gospodarz nie wie, dlaczego wszyscy się gromadzą. Nie pamięta. Scena 23. Pan Młody chce zrozumieć, o co chodzi? Scena 24. Panna Młoda chce wejść do pokoju mężczyzn, ale Kasper nie wpuszcza. Krzyczy na niego i pozostałych. Powinni iść spać. Scena 25. Poeta wbiega do pokoju, bo widział jakieś tajne znaki, wielkie stada czarnych wron ktoś poderwał z pól, a na niebie tron z chmur. Scena 26. Gospodyni wchodzi zdenerwowana, widział całe pole wojska pod Krakowem, kosiarzy. Scena 27. Panna Młoda ciągnie Pana Młodego, aby zobaczył, co się dzieje. Scena 28. Poeta słyszał wrzawę, milknącą z wiatrem. Scena 29. Pan Młody zauważa zorzę, która się zaczerwieniła jak krew ponad Krakowem. Scena 30. Panna Młoda widzi znaki, ogromnego kruka, który usiadł na ganku, potem wzniósł się, otrząsnął z gałęzi rosę, niektóre połamał. Scena 31. Gospodyni każe Czepcowi iść spać. Kasper zauważa, że coraz więcej ludzi jest we wsi. Scena 32. Przed chatą bardzo duża grupa chłopów z kosami ubranych do drogi. Gospodarz nie wie dlaczego, ale wie, że trzeba iść. Scena 33. Haneczka widzi znaki, na niebie jakieś gonitwy konne, dwa szeregi wojska uderzają na siebie. Gospodarz widział ducha, poeta rycerza. Gospodarz dopiero teraz przypomina sobie: to Wernyhora- krzyczy. Staszek potwierdza, trzymał konia. Gospodarz pamięta, że kazał rozesłać wici i czekać trzeciego kura, wytężać słuch. Ogólne zamieszanie. Uklękli, widzą zjawę, ma przyjechać z archaniołem, a w Krakowie ma czekać królowa Matka Boska. Ustał wiatr, zerwały się wrony w sadzie- słyszy to Pan Młody. Wszyscy cicho, nastaje świt i wytężają słuch. Ktoś pędzi, słychać jeźdźca. Gospodarz znów widzi w dali Wernyhorę z Archaniołem, nad Krakowem ognie i Matkę Boską. Wszyscy wstrzymują oddechy. Wpada Jasiek. Widzi wszystkich jak zastygłych. Szuka rogu, aby zadąć, ale nie ma, zgubił: „ostał mi się jeno sznur”. Scena 35. Chochoł podpowiada Jaśkowi, że gdy schylał się po czapkę z piór. Powtarza jak refren: „Miałeś, chłopie, złoty róg,”… Jasiek wypada przed dwór, widzi wielu ludzi w półśnie, w letargu. Scena 36. Jasiek żałuje, że zgubił róg. Bez niego nie da rady obudzić ludzi. Scena 37. Gospodarz, Poeta i pozostali goście sprawiają wrażenie zaczarowanych. Obudziłby ich dźwięk złotego rogu, ale Jasiek go zgubił. (filim TVP, 1972) Chochoł wie, że ludzi przejął strach i lęk, taki los. Lud tańczy w marazmie. Jasiek chce im powyjmować kosy i robi to rzucając kosy za piec, aby nikt ich nie znalazł. Już tańczą bez kos. Zapiął kur, tańczą. Jasiek woła, aby chwycili za broń i wsiedli na koń, ale oni tańczą w rytm gry Chochoła. Nie reagują na wezwania Jaśka. Trącają go biegającego i nie reagują. Pieje kur. INTERPRETACJA „Wesele” S. Wyspiańskiego ukazuje dwa problemy. Pierwszym z nich jest młodopolska ludomania. Była to moda na wszystko, co związane ze wsią. Podobnie jak romantycy tak i pisarze modernistyczni byli zafascynowani wsią. Ponadto uważali, iż klasa inteligencji jest zdegenerowana i dla odnowienia czy też uzdrowienia swojej rodziny panowie z miast powinni brać sobie za żony zdrowe dziewczęta ze wsi (Rydel z Mikołajczykówną, a wcześniej Tetmajer- Gospodarz ożenił się z jej siostrą). W pierwszym akcie widzimy podczas rozmów Radczyni z Kliminą i Czepca z Dziennikarzem, jakie stosunki panują między tymi obiema warstwami społecznymi. Nie lubią się, a panowie z miasta chętnie ironizują i wywyższają się ponad chłopów, którym wpierają ciemnotę i cywilizacyjne zacofanie. Drugim wątkiem jest problem walki narodowowyzwoleńczej. W akcie drugim i trzecim widzimy postacie fantastyczne. Pojawiają się wybranym osobom i tylko one je widzą za wyjątkiem Wernyhory, którego widzi Gospodarz i drużbowie. Każdy duch w zasadzie może być symbolem postawy patriotycznej, poza Widmem ukochanego Marysi i Hetmana Branickiego. Stańczyk i Zawisza Czarny apelują do Dziennikarza i Poety o postawę zainteresowania się losami ojczyzny. Dziennikarz zamiast mącić narodową kadź, powinien przypominać, kim jesteśmy. Zawisza z kolei jest symbolem wierności i oddania narodowi. Gospodarz nie wywiązuje się z rozkazu Wernyhory. Otrzymany od niego róg powierza Jaśkowi, a sam jest zbyt pijany, aby cokolwiek zdziałać. Jest to krytyka inteligencji, która nie potrafi przywodzić chłopom, wielkiej sile narodowej. Kiedy wici zostały rozesłane i chłopi stawili się do powstania, nie ma rogu, aby zadąć, bo Jasiek go zgubił. To krytyka bezmyślności chłopów. Chłopi jednak zawsze są gotowi chwycić za broń, bo kochają ojczyznę. CHARAKTERYSTYKA POSTACI Gospodarz– to Włodzimierz Tetmajer- przyrodni brat Kazimierza Przerwy- Tetmajera, niedojrzały do powierzonej misji Wernyhory. Gospodyni-Anna Mikołajczykówna, siostra Marii i Jadwigi- Panny Młodej, żona Tetmajera, zatroskana, trzeźwo myśląca. Pan Młody-Lucjan Rydel – poeta, zakochany w żonie, chce tylko kochać i być kochanym. Panna Młoda -Jadwiga Mikołajczykówna, chłopka, prosta dziewczyna, małomówna, czasami bezmyślna o cechach zrzędzącej baby. Dziennikarz – to Rudolf Starzewski, zadufany, inteligentny, zarozumiały, ironiczny, wrażliwy. Poeta – Kazimierz Tetmajer, światowiec, obieżyświat, doświadczony, mądry, inteligentny, dekadenta, pesymista, marzyciel. Radczyni – to prof. Antonina Domańska, naiwna, zadufana w sobie, niedoświadczona, z poczuciem wyższości klasowej. Jesteś w:Ostatni dzwonek -> Wesele Scena 31 Gospodarz, Ksiądz Ksiądz wypija „strzemiennego” z Gospodarzem, ponieważ ma zamiar opuścić wesele. Właściciel chaty proponuje wspólne odśpiewanie kurdeszu, czyli staropolskiej piosenki biesiadnej: „Kurdesz nad kurdeszami”. Scena 32 Haneczka, Jasiek Młodzi robią sobie przerwę w tańcu, ponieważ Haneczka nie ma już sił i musi odpocząć. Jasiek pyta, czy panna będzie chciała z nim jeszcze później hulać, na co Haneczka odpowiada: „Jeszcze będę tańczyć z Jaśkiem”. Scena 33 Kasper, Jasiek Kasper bierze Jaśka na stronę i dzieli się z przyjacielem swoimi spostrzeżeniami o pannach z miasta. Uważa, że panienki się w nich podkochują. Jasiek wątpi. Twierdzi, że robią sobie z nich żarty. Uznają, że skoro u druhen cieszą się powodzeniem, skupią się na nich. Scena 34 Jasiek Jasiek śpiewa piosenkę o pragnieniu posiadania majątku. Scena 35 Pan Młody, Radczyni Pan Młody próbuje przekonać swoją ciotkę – Radczynię, do autentyczności swojej miłości do wsi. Argumentuje wybór obecnego życia zakłamaniem i szarym życiem w mieście. Radczyni pozostaje niewzruszona i sceptyczna: „Mego zdania to nie zmienia”. Scena 36 Poeta, Rachel Poeta wypytuje Rachelę, czy zdarzyło się jej kiedyś zakochać w chłopie. Dziewczyna mówi, że czuje duży pociąg do chłopów, ale dodaje też: „(…) lecz być musi ładny chłopiec. Powrót, powrót do natury”. W dalszej rozmowie Rachela podkreśla różnice między nią a jej ojcem: „Interesujące, co? Wyzysk, handel, ja i on - ?”. Poeta zauważa miłość Żydówki do poezji. Pyta, czy sama kiedyś tworzyła. Dowiaduje się po chwili, że woli nie pisać wcale, niż pisać słabo. Rachel widzi wszędzie zaklętą poezję: „(…) kędy spojrzę, to widzę poezję żywą, zaklętą tę świętą”.Jest to kolejna z młodopolskich cech dziewczyny. Widzi poezję w najprostszej czynności i rzeczy. Zapowiada rychłe opuszczenie wesela. Mówi Poecie, że będzie szła przez sad, gdzie krzewy róż owinięte są w chochoły. Pojawia się motyw chochoła jako symbol odrodzenia: „Jeśli kto ma zapach róż; owiną go w słomę zbóż, a na wiosnę go odwiążą i sam odkwitnie”. Rachela zapowiada, że pochyli się nad chochołem i tak mu się zwierzy: „(…) wyznam, jakich się herezji nasłuchałam; jak się jęto kąsać, gryźć mnie, com przyszła zakochana! – Zmówię chochoł, każe przyść do izb na wesela, tu – może uwierzycie mu że prawda, co mówi Rachela”. Mówi, więc Poecie, że zaprosi chochoła na przyjęcie. Jej rozmówca dopiero wówczas poznaje imię dziewczyny i natychmiast się nim zachwyca: „(…) imię pani tak liryczne…”. Rachela staje się inicjatorką wydarzeń fantastycznych, mówiąc: „(…) zaproście tu na Wesele wszystkie dziwy, kwiaty, krzewy, pioruny, brzęczenia, śpiewy…”, na co Poeta krzyczy: „(…)chochoła !”. Żydówka zawija na szyi szal i wychodzi. Scena 37 Poeta, Panna Młoda Poeta twierdzi, że dziś może spełnić się każde życzenie szczęśliwej Panny Młodej. Proponuje jej: „(…) panno młoda – zaproś gości tych, którym złe wciórności dopiekają – którym źle – których bieda, Piekło dręczy, których duch się strachem męczy, a do wyzwolenia się rwie”. Panna Młoda nie wie, po co miałaby to robić. Scena 38 Poeta, Panna Młoda, Pan Młody Pan Młody, który także jest poetą, mówi: „Ja szczęśliwy, do gospody sprosiłbym tu cały świat: takim rad, takim rad”. Poeta proponuje więc, by zaprosił chochoła skrytego za oknem w sadzie. Mężczyzna wybucha śmiechem: „Cha, cha, cha – cha, cha, cha, przyjdź chochole, na Wesele, zapraszam cię ja, pan młody, wraz na gody do gospody!”. Cała trójka zaczyna się śmiać i wykrzykiwać raz za razem zaproszenia dla chochoła. Pan Młody proponuje także: „Sprowadź jeszcze, kogo chcesz”. AKT 2 (świeczniki pogaszone; na stole mała lampka kuchenna) Scena 1 Gospodyni, Isia Gospodyni, jako że zbliża się północ. Chce położyć dzieci spać. Jej córeczka nie zamierza jeszcze opuszczać towarzystwa. Prosi matkę o odrobinę czasu na zabawę. Chce zobaczyć oczepiny: „Nie, nie póde, matusiu, zaroz bedom cepiny, muse widziec cepiny, matusieńku, matusiu, ino dziś, ino dziś”. Mimo tak gorących próśb matka kładzie ją jednak spać. Potem woła do pokoju Kliminę. Prosi o przyniesienie lamp łojowych. Scena 2 Gospodyni, Isia, Klimina Klimina zapowiada oczepiny: „Juz cepiny, juz cepiny, podciez tam, podciez juz, na męzatki szyćkie mus”. Gospodyni z Kliminą wychodzą z izdebki. Pozostawiają Isię samą. Dziewczynka bawi się lampą. Scena 3 Isia, Chochoł Isi ukazuje się Chochoł. Pyta dziewczynkę: „Kto mnie wołał czego chciał - ” Zapowiada przybycie zaproszonych przez siebie zjaw i upiorów: „(…) przyjedzie tu gości wiele”. Isia jest przerażona widokiem niezwykłego gościa. Chochoł prosi, by zawiadomiła ojca o nowych biesiadnikach. Isia wcale go nie słucha i krzyczy: „A ty mi się przepadaj, śmieciu jakiś, chochole, huś ha, na pole!”. Chochoł ponownie prosi dziewczynkę o powiadomienie rodziców o swoim przybyciu. Dziewczynka ciągle krzyczy. Próbuje go przegonić. Chochoł odpowiada małej: „Ubrałem się, w com ta miał, sam twój tatuś na mnie wdział, bo się bał, bo się bał, jak jesienny wicher dął, zaś bym zwiądł, róży krzak, a tak, tak, a tak, tak, skądże bym ja sam to wziął…” Dziewczynka, wciąż nie zwraca uwagi na słowa chochoła i próbuje go wygonić. Chochoł pyta po raz ostatni: „Kto mnie wołał czego chciał”. Scena 4 Marysia, Wojtek Wojtek jest już zmęczony tańcem i huczną muzyką, mówi żonie: „(…) i tak mi się uwidniło, że lazom koło nos cienie…”. Marysia prowadzi go do alkierza, by tam mógł się przespać. Scena 5 Marysia, Widmo Pojawia się dawny kochanek Marysi. Przybywa z zaświatów po swoją kochankę (motyw romantyczny). Dawna para wspomina, jak bardzo kiedyś się kochali. Mieli się pobrać. Marysia zauważa: „Mróz jakisi od wos wionie, zimnem ubiór dmie”. Choć Widmo wyznaje, że ciągle żywi do Marysi wielką miłość. Kobieta zarzuca mu: „(…) czekałam cie długo, długo i nie doczekałam sie”. Dziewczyna chce poznać wszystkie szczegóły bytowania zjawy: „Kaś ty jest, kajś ty jest, gdzie ty mieszkasz, gdzie?”. Postać wyjawia, że już nie żyje: ”(…) ażem gdzieś w ziemię wpad, gdzie mnie toczy gad”. Marysia jest tym zaszokowana. Nie zdawała sobie sprawy, że jej dawny ukochany zmarł:strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 Szybki test:Ksiądz obecny na weselu pochodzi z:a) inteligencjib) chłopstwac) szlachtyd) mieszczaństwaRozwiązanieDzwon Zygmunta to wg Stańczyka symbol:a) mądrości Polakówb) potęgi Polakówc) władzy Polakówd) tchórzostwa PolakówRozwiązanieJasiek jest:a) synem Gospodarzab) sierotąc) szwagrem Gospodarzad) wnukiem GospodarzaRozwiązanieWięcej pytań Zobacz inne artykuły: Partner serwisu: kontakt | polityka cookies

wesele akt 1 scena 36 interpretacja